Reżyser
Paweł Bogocz jest jednym z najbardziej zapracowanych reżyserów teledysków w naszym kraju - kręci do kilkunastu rocznie. Współpracuje z muzykami z całego kraju, prawie nie rusza się jednak z rodzinnego Śląska - to muzycy przyjeżdżają do niego...
City Magazin: Kiedy zacząłeś kręcić teledyski?
Paweł Bogocz: 10 lat temu, w czasie studiów zaliczyłem praktykę w TVP. Szczególnie dużo zyskałem dzięki współpracy z istniejącym wówczas w Katowicach Studiem Form TV. To był bardzo mocny zespół, zespół bardzo silnych osobowości. Szereg naszych ówczesnych realizacji miało już pewien posmak „teledyskowości”, były to jednak działania zbiorowe. Pierwszym moim autorskim projektem była „Blaaza” grupy ANKH, jakieś 5 lat temu. Potem długo, długo nic i w ciągu ostatnich 3 lat walnąłem jakieś 30-40 krótkich form telewizyjnych – potocznie nazywanych teledyskami. w sumie robię różne rzeczy w materii filmowej – filmy dokumentalne, reklamówki, ba, zrobiłem nawet film na chrzcinach mojego synka... Film spełnia normy emisyjne TVP i jest takim gniotem, że wróżę mu wielką przyszłość (śmiech). Zdecydowanie najłatwiej przychodzi mi jednak robienie klipów... Nie mam swojej strony w necie, nie dorobiłem się wizytówki, nie znam też ani ludzi, ani układów w tych całych firmach fonograficznych zlecających produkcje teledysków. Jak już ktoś do mnie dotrze i proponuje współpracę, raczej go nie przeganiam... Mam spory rozrzut, od totalnej komercji jak Stachurski i Big Cyc, po underground z Pogodno i Skankanem... Ja po prostu lubię i potrafię pracować z muzykami.
CM: Ostatnio dużo czasu spędzasz z grupą Pudelsi...
PB: Maleńczuka znam z czasów kiedy był ćpunem z katowickiego dworca, a ja na tym samym dworcu dorabiałem sobie do stypendium sprzedając książki w tamtejszej księgarni... To fantastyczne uczucie pracować z kimś kogo dobrze znasz i wiesz, że żyje na kredyt, że udało mu się wyrwać z otchłani co zdarza się niezmiernie rzadko... Z wielką przyjemnością przyjąłem propozycję wyreżyserowania „Wolności słowa” Pudelsów, klip był ponoć dużą sensacją na rynku nadawców TV, nieźle też hulał w necie. Za miesiąc realizuję dla nich kolejny klip, tym razem będzie to „List”. Równolegle pracujemy także nad dużym filmowym projektem dla TVP.
CM: Jak będzie wyglądał ten film?
PB: Założeniem producenta jest zrealizowanie recitalu PUDELSÓW, ale takiego, hmm, od czapy... Ponieważ wszystko co robię w materii artystycznej, nosi znamiona tego określenia, więc powinno się udać. Chcę pracować przy tym projekcie z kilkoma autorami zdjęć, pewne partie filmu mam zamiar realizować samodzielnie przy pomocy „aparatu fotograficznego z motorkiem”. Nie chce mówić zbyt dużo na ten temat, bo to przynosi pecha. Parę miesięcy temu nadludzkim wysiłkiem przygotowaliśmy się z operatorem Adamem Sikorą do pełnometrażowego projektu na celuloidzie z udziałem grupy MYSLOVITZ i chłopcy wycofali się tuż przed rozpoczęciem zdjęć.. .
CM: Dlaczego?
PB: W tym konkretnym przypadku nie zgodził się właściciel zespołu MYSLOVITZ...
CM: To oni mają swojego właściciela?!
PB: Szołbiznes to okrutny świat, coś tam o tym wiem bo mam wielu przyjaciół w tych trybach... Nie ma się co oszukiwać, popularni wykonawcy to coś w rodzaju batoników, czy pigułek na grypę... Za sukcesami finansowymi zawsze stoją fachowcy od robienia kasy, i to oni decydują. Tak w ogóle to właściciel MYSLOVITZ zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie. Genialnie oparł swój interes na pop kulturowych kompleksach mieszkańców tego kraju. o postępującym w dramatycznym tempie debileniu polskiego odbiorcy kultury popularnej napisałem pracę magisterską - jest w bibliotece UŚ, nie jest długa... Polecam!
CM: Uważasz, że na prawdziwą sztukę nie ma w naszym kraju miejsca?
PB: Ja nie wiem co to jest prawdziwa sztuka, ja wiem tylko co nią nie jest. Jestem dwa tygodnie po zakończeniu zdjęć do filmowej adaptacji wielokrotnie nagradzanego na międzynarodowych festiwalach spektaklu „Hardware” Teatru SUKA OFF. Publiczni decydenci, (z nielicznymi wyjątkami potwierdzającymi regułę) pukali się w czoło kiedy zwracałem się do nich z prośbą o pomoc. w końcu jak to możliwe, żeby jakiś koleś z Będzina-Pcina z teatrem z innego post węglowego Kikutkowa mógł zrobić coś istotnego dla dobrze ustawionych urzędasów? Państwo polskie nie ma kasy na polską kulturę, ma kasę dla gwiazdora Johna Zorna co robi suity na machanie w powietrzu smyczkami. To właśnie z tego nabija się od 30 lat Woody Allen! Tak na marginesie, ja jestem wielkim fanem Zorna od lat, mam kupę jego płyt, kocham go zwłaszcza za te koncerty w nowojorskich spelunkach z wjazdem za trzy baksy... w sumie chce mi się śmiać z tej całej sytuacji. Mogę się śmiać bo na całe szczęście spotkałem na swojej drodze bardzo mądrych i światłych ludzi, którzy postanowili zaryzykować swoje prywatne pieniądze na projekt z SUKĄ OFF. Oni doskonale wiedzą o tym, że jako artyści paradoksalnie mamy więcej odbiorców w Niemczech, Japonii, czy w USA, niż wśród ludzi mówiących tym samym językiem co my. Norwid chyba się przekręca w grobie, ale to tak wygląda... Czy wiesz, że MUMIO – kolejny szalenie ambitny i progresywny polski teatr (też ze Śląska!) przygotowuje niemieckojęzyczną wersję swoich spektakli!? To już jest namiastka klasycznej paranoi. Co jednak mają robić Ci wszyscy świetnie wykształceni, zdolni, młodzi Polacy? Umierać z głodu? Iść do pracy w supermarkecie? Strzelaj, albo emigruj! To hasło Gretkowskiej znowu staje się, niestety, aktualne...
CM: A jak Tobie udaje się wiązać koniec z końcem?!
PB: Kiedyś przeczytałem w CITY, że wolny zawód w tym kraju to rodzaj sportu ekstremalnego... No więc, skoczę sobie ze trzy razy na bungee każdego dnia i jakoś to leci... Film to nie tylko najważniejsza ze sztuk, że zacytuję klasyka Włodzimierza... Film to także nieuleczalna choroba na którą cierpię... Mam pięć żołądków na utrzymaniu, i aby przeżyć muszę się angażować w kilkanaście projektów jednocześnie. Teraz na przykład uruchamiam z Andrzejem Celińskim teklewizyjny serial którego akcja rozgrywa się w środowisku kierowców rajdowych. Zdjęcia w maju, głównie Katowice, ale też Wrocław, Kraków... Bardzo komercyjne, bardzo duże, bardzo absorbujące i po prostu trudne przedsięwzięcie. Jak się odkuje, to pewnie zrobię jeszcze coś artystycznie ambitniejszego, a może nawet do tego czasu właściciel zespołu MYSLOVITZ zmieni swoją marketingową strategię? (śmiech) Tak naprawdę mam tylko jeden pomysł na tą całą sytuację: wstaję wcześnie rano i późno kładę się spać...
CITY MAGAZINE 2003