Reżyser
Reżyser Paweł Bogocz na co dzień związany jest z krakowskim studiem filmowym L&L, mieszka jednak od zawsze na Śląsku i tu także realizuje większość swych prac. Tegoroczne lato okazało się okresem wyjątkowo intensywnej pracy twórczej, reżyser zapowiada, że to nie koniec serii...
Marcin Babko: Masz na swoim koncie kilka teledysków dla ambitnych, alternatywnych artystów, nakręciłeś też jednak wiele rzeczy komercyjnych, czysto popowych. Dziś pracujesz ze Stachurskim, a jutro z zespołem Skankan. Jak godzisz te dwie sprawy?
Paweł Bogocz : W ogóle się nad tym nie zastanawiam czy artysta, z którym współpracuje jest alternatywny, czy komercyjny. Takie podziały wręcz mnie drażnią. Klip jest konkretną formą filmową i w zasadzie zawsze pełni tą samą rolę – jest to po prostu obrazkowa wersja piosenki którą fani, lub też potencjalni fani danego wykonawcy mogą sobie obejrzeć w telewizorze... Oczywiście dużo lepiej pracuje mi się z dźwiękiem, który mnie inspiruje, choć i tak najważniejsi są dla mnie ludzie, z którymi współpracuję. Spotykałem już niekomercyjnych gamoni i sympatycznych popowców. To co najbardziej cenie w swoim zawodzie to brak reguł. Czasem mam w głowie gotową scenę, czy sytuację i tylko czekam na odpowiednią muzykę, czasem pracuję sam, czy z zespołem nad scenariuszem całymi tygodniami. Miewam przeczucia, kieruję się często intuicją. Tak było z korytarzem w słynnych wśród ślązaków podziemiach-labiryncie katowickiego GCK-u, który od dawna chciałem wykorzystać. Zrobiłem to dopiero niedawno, kręcąc teledysk do piosenki „Supersonic” grupy Pogodno – spasował niesamowicie...
Reżyserujesz tylko teledyski?
Nie, mam też na koncie parę reklamówek, filmów dokumentalnych, reportaży telewizyjnych. Aktualnie przygotowuję się do dużego, godzinnego filmu dokumentalnego dla TVP. Będzie to poetycka, bardzo plastyczna opowieść o współczesnym Śląsku, w swej formie nieco nawiązująca do filmu „Robak” Mariusza Grzegorzka. To historia młodej niemieckiej dziennikarki, która przybywa do Trójkąta Trzech Cesarzy, żeby odnaleźć swoje korzenie - jej rodzina pochodzi z Mysłowic. W głównej roli wystąpi Monika Strzelczyk, niemiecka aktorka polskiego pochodzenia - film jest oparty na historii jej życia. Ślask, swą bajkową, magiczną krainę babcinych wspomnień Monika poznaje poprzez pryzmat muzyki i muzyków grupy MYSLOVITZ. Będzie to czarno-biały obraz, kręcony tradycyjną technologią - na taśmie celuloidowej. Planowane jest wydanie filmu na płycie DVD i co tu ukrywać, trwają poszukiwania odważnego dystrybutora, gotowego wprowadzić polski film dokumentalny do kin. Pracuję też nad stricte telewizyjnym projektem z kabaretem MUMIO Teatru Epty-a i nad debiutancką, pełnometrażową fabułą. Będąc w opozycji artystycznej do polskiego kina tzw. off-owego, chcę przedstawić pierwszy w historii polski film fabularny kategorii „on-owej”.
rozmawiał Marcin Babko